Jeszcze godzinę wcześniej sypał tu gęsty śnieg. Jak widać, nie ma po nim śladu. To chyba już naprawdę ostatnie ze strony zimy próby zaistnienia na początku tego roku.
Jeszcze godzinę wcześniej sypał tu gęsty śnieg. Jak widać, nie ma po nim śladu. To chyba już naprawdę ostatnie ze strony zimy próby zaistnienia na początku tego roku.
...tajemne schowki, drewniane kwiaty..., których nie będziemy zauważać, gdy przyroda obudzi się z zimowego snu oraz kamlotek, którego nawet wtedy nie sposób będzie nie zauważyć.
A na koniec promyk słońca, który pożegnał mnie, gdy wychodziłam z Ogrodu.
Źródło zdjęcia: Getty Images, fot: 2022 Franco Origlia
Zawsze ceniłam Cate Blanchett, a od czasu, gdy obejrzałam "Tár", szukam filmów z Jej udziałem i robię sobie taki prywatny festiwal jednej Gwiazdy.
Różnorodność i bogactwo ról Cate jest imponująca, można oglądać przez wiele tygodni filmy z Jej udziałem i nie tylko nie poczuć znużenia, ale i wciąż na nowo zachwycać się Jej warsztatem, zaangażowaniem w każdą rolę i, po prostu, talentem.
Na dzisiaj zaplanowałam "Babel" - reż. Alejandro González Iñárritu, muz. Gustavo Santaolalla.
Obejrzałam.
Świetny film, gęsty od emocji, a rola Cate, mimo że nieco tylko większa niż "znaczący epizod" (wiem, że to się trochę wyklucza, ale tak to odbieram) jest tu nie do zapomnienia. Broń w rękach dzieci... To nigdy nie może się dobrze skończyć. Muzyka jest śliczna, bogata w niuanse i elementy etniczne, oraz malutkie muzyczne perełki na pojedyncze instrumenty... Zarówno czysto ilustracyjna, jak i ta tworząca element akcji (wesele).
Świetny film ze świetną muzyką. A jako ilustracja - jedna z takich perełek.
Amelia Desert Morning:
[sporą część tego tekstu napisałam, rozmawiając na FB z Kingą Krasuską]
To nie jest pierwszy i z pewnością nie ostatni post o Ogrodzie Botanicznym. Nie ukrywam, że to jedno z moich ulubionych miejsc w moim mieście i od wczesnej wiosny do późnej, bardzo późnej jesieni bywam w nim 2-3 razy w tygodniu. Ale i teraz, tej zimy-nie-zimy, zaglądam tam, żeby pospacerować alejkami. A ostatnio, żeby poszukać śladów zbliżającej się wiosny.
No, i wtedy, gdy drzewa są pozbawione liści, gdy nie przyciągają wzroku kwiaty i feeria barw, widać te elementy, które najczęściej pozostają niezauważone.
Gdy wczoraj wieczorem układałam sobie dzisiejsze przedpołudnie, to oczami wyobraźni widziałam siebie, spacerująca w słońcu, poszukującą śladów wiosny.
No, cóż. Natura miała inne plany.
Wprawdzie bez przymrozków, do których w lutym ma prawo, ale i bez słońca. Za to z porywistym wiatrem, zniechęcającym do wszelkich aktywności, poza tymi wymuszonymi prozą życia.
Och, ty, auro, paskudo!, pomyślałam sobie i jednak wyruszyłam na przyrodnicze przeszpiegi.
[niektóre ujęcia nie są tak ostre, jak bym tego chciała, ale trudno ustawić ostrość, gdy model, zamiast tkwić nieruchomo i czekać na pstryk - tańczy i kołysze się na wietrze]
"Wenecja. Awangarda bez granic" [reż. Michele Mally, 2022]
Dopiero dzisiaj udało mi się obejrzeć ten dokument.
Miasto na wodzie, opierające się żywiołowi, skazane na porażkę, a jednak dumnie trwające. Miasto zabytków i zbytków, architektury i muzeów, sztuki i inspiracji, świadek losów Europy od 1600 lat.
Siedziałam w kinie dość blisko wielkiego ekranu, co może nie było najlepsze dla odbioru całego filmu (trzeba było kupić bilet od razu, gdy się dowiedziałam o tej projekcji, mam nauczkę), ale tym większa rozpierała mnie duma. Tak, właśnie duma, gdy mogłam z tak bliska widzieć Hanię Rani, gdy słuchałam, co Hania mówi o tym mieście, sztuce, muzyce; gdy słuchałam jej muzyki.
I tak zapamiętam ten wieczór: Wenecja i Hania.
Muzyki Hani do filmu można posłuchać na przykład na You Tube [KLIK]