Tam, gdzie ostatnio zachwycałam się zachodami, spektaklami światła, wody i dźwięku szumu fal, swoje wschody słońce dyskretnie skrywało za wydmami.
Niedomówione, niepokazane... w wyobraźni tak samo magiczne chwile, jak te kilkanaście godzin później po drugiej stronie horyzontu.
A to ta sama wieża, co na pierwszym zdjęciu, już nie w roli "świecy" - ze słońcem płonącym u jej szczytu, lecz dyskretnie chowającym się za nią.




Komentarze
Prześlij komentarz