Zawsze muszę się uśmiechnąć, gdy widzę obraz „Der Bücherwurm” Carla Spitzwega. Wspaniała biblioteczka, półki regałów uginające się pod ciężarem wielu ksiąg…, we fraczku siwowłosy pan, który nawet nie zszedł z drabinki, żeby nie tracić czasu, bo musiał czytać już, od razu.
Całkiem niedawno zobaczyłam „ten” obraz w innej wersji, autorstwa Gerharda Herderera. „Moderner Bücherwurm” jest bardzo podobny na pierwszy rzut oka, też są regały, jest siwowłosy pan w garniturze, stoi na drabince i, tak jak tamten, jest zaczytany…
Ale gdzie są te księgi?? No tak, wszystko się wyjaśnia, gdy spojrzymy uważniej na „książkę”, którą ten pan trzyma w ręce…
Idzie nowe, książki drukowane znikają z półek, zastępowane przez ebooki i audiobooki. Bo wygodniej, bo nowocześniej, bo nie trzeba nosić ciężkiego papieru, bo słuchać można na ulicy i w tramwaju, a przecież na czytanie nigdy nie ma czasu… Rozumiem, rozumiem… Trzeba iść z duchem czasu… A jednak mi żal…
I mam nadzieję, że jeszcze długo nie będziemy mówić o drukowanych książkach jako o reliktach przeszłości. Bo wtedy pozostanie mi już tylko zanucić za Bułatem Okudżawą…
Co było, nie wróci i szaty rozdzierać by próżno,
Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład,
A przecież mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin…
[Zdjęcie obrazu „Der Bücherwurm” pochodzi ze strony scc.pinehurst]


Komentarze
Prześlij komentarz