Mężczyzna imieniem Otto

 Całkiem niedawno obejrzałam szwedzki film Mężczyzna imieniem Ove. Podobał mi się, więc gdy krótko potem zobaczyłam w kinie zajawkę amerykańskiej wersji filmu (i książki Fredrika Backmana), pomyślałam, że chętnie się wybiorę.

Byłam dzisiaj. I powiem tak, wiedziałam, o czym jest ten film, wiedziałam, czego mogę się spodziewać po Tomie Hanksie. A spłakałam się na filmie jak pensjonarka.

Małostkowość i szlachetność, spryciarstwo i prostolinijność; wyrachowanie i bezinteresowność; uczucia schowane głęboko, żeby nie zostać zranionym, lęk przed bezradną starością i samotność; miłość, która przetrwa przemijanie. A także optymizm i zaraźliwa radość życia.

I bohater, który nie umie w umieranie.

Było miejsce na uśmiech, nawet cichutki śmiech, było na chwile zadumy. Humor i wzruszenie.

Nie jest to film wybitny, ale pełnowymiarowy. Warto.



Komentarze